Gospodarka Sport Motoryzacja Moto oferty Ciekawe miejsca Wiedza hoga.pl

Menu

 

Z ostatniej chwili:

     MŚ, ME, MP, RPP
     Wyścigi
     KJS, popularki
     Strefa Kibica

Galerie zdjęć

Wywiady
Artykuły

Konkurs
Czat rajdowy
  (codziennie o 21:00)

 

Akcesoria rajdowe

 
Rajdowe T-shirty

już od ** 39,99 PLN **

SKLEP MOTORYZACYJNY
(wejdź)

 
Giełda samochodowa
Rajdowa giełda

Rajdowa giełda

Giełda motoryzacyjna
  Przeglądaj ogłoszenia
Dodaj ogłoszenie
 
Akcesoria motoryzacyjne Gadżety rajdowe


Mistrzostwa Świata WRC

Terminarze

 

Mistrzostwa Świata
Mistrzostwa Europy
Mistrzostwa Polski
Rajdowy Puchar Polski
KJS-y, popularki
RD-3L

 

Rajdy i Wyścigi

 

Berg-Trophy
Rallycross
Formuła 1
Wyścigi Górskie
Tanie Rajdowanie
Rally Lausitz Cup

 

Sonda

 

 
Akcesoria tunningowe

Informator

 

Modelarstwo
Rajdowe ABC
Bezpieczeństwo
Regulaminy
Licencje
Automobilkluby
Firmy tuningowe
Słownik rajdowy
Pytania i odpowiedzi
HOGA.PL Rally Team

 

Historia

 

Mistrzowie Świata
Mistrzowie Europy
Mistrzowie Polski
Zawodnicy
Samochody
Teamy 2003

 
Serwis Rajdowy Portal HOGA.PL  
Wywiady  Wywiady 29 maja 2oo1  
 


Zadecydował przypadek...

"W ten sposób zaczyna większość pilotów. Przez przypadek. Może to jedyny sposób, żeby być w rajdowym samochodzie, bo tak naprawdę to chcesz być Colinem McRae lub Carlosem Sainzem" - pisze na swojej stronie internetowej Jarosław Baran, który "przez przypadek" został jednym z najlepszych polskich pilotów.

1 2  
 

- Czy pamiętasz ile miałeś lat, kiedy po raz pierwszy usiadłeś na prawym fotelu jako pilot ?

- To pytanie o mój wiek czy o rajdowy staż? Miałem kilkanaście lat i to było już kilkanaście lat temu. Mój tato zabrał mnie na trening przed rajdem. Razem zapisywaliśmy trasę - to chyba był Rajd Dolnośląski - tak się wtedy nazywał.

- Jak w ogóle doszło to tego, że zostałeś pilotem? Najpierw chciałeś zostać kierowcą, potem stwierdziłeś, że chyba to nie jest to, i przesiadłeś się na ten "spokojniejszy" fotel, czy był to po prostu przypadek?


fot. Marcin Kosiński

- Jak często w życiu bywa zadecydował przypadek. Co prawda pochodzę z rajdowej rodziny, ale nie miałem takich planów. Pewnego sobotniego popołudnia Tato przyjechał i powiedział: "Co robisz dziś wieczorem? Bo pojedziesz na KJS". Tak naprawdę to była jakaś "okręgówka". Ciężko się było z tego wywinąć, więc pojechałem. Ale nie dotarłem do mety z powodu... problemów nawigacyjnych. Po prostu, nie udało mi się znaleźć mety tego rajdu. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że rajd był w ciemno. Dosłownie i w przenośni. Rozgrywał się w nocy, a my opis trasy otrzymaliśmy na starcie. No i nie byłem sam - zgubiła się ponad połowa rajdu. Początki były, jak widzisz trudne, ale zabawne.

- Czy dawniej łatwiej było zostać pilotem? Obecnie młodzi ludzie rozpoczynający karierę w tej profesji mogą w pewien sposób korzystać z wiedzy swoich starszych kolegów. Przykładem jest choćby Twoja Szkoła Pilotów, jest Internet. Jak to było w Twoim przypadku, czy miałeś swoich nauczycieli?

- Miałem dwóch doskonałych kierowców, którym wiele zawdzięczam. Byli to Piotr Kufrej i Waldek Doskocz. Jeden i drugi bardzo mi pomogli. Przekazali mi podstawy wiedzy na temat relacji pilot-kierowca. Wiedzieli czego można wymagać, czego nie. Dwa lata jeździłem z Zenkiem Sawickim. To był inny, szybszy samochód. I inne czasy. Dalej była już wspólna praca z Januszem, począwszy od A-grupowego Opla, aż do dzisiaj. A tak na dobre to profesjonalne ściganie i praca na najwyższych obrotach zaczęła się kiedy wystartowaliśmy w teamie Renault. Trudno powiedzieć, czy obecnie młodzi ludzie mają łatwiej. Aż tak do końca to chyba nie. Wydaje mi się, że mają lepszy dostęp do informacji. No i rajdy są teraz bardzo popularne. To przyciąga ludzi ale początki zawsze są trudne. Rajdy wymagają prawdziwej pasji i wyrzeczeń.

- Jak to było, że trafiliście na siebie. Ty przyszedłeś do Janusza, czy on do Ciebie ?


fot. Andrzej Iwańczuk

- Janusz przyjaźnił się i z Piotrem i z Waldkiem. Startował zresztą samochodem, który kupił od Piotrka - Toyota Corolla, którą wspólnie z Piotrem zdobyłem swój pierwszy mistrzowski tytuł. Janusz żartował, że kupił mnie razem z tym samochodem, tylko z odroczonym terminem dostawy. Jeździliśmy w barwach jednego klubu, zresztą tak jest do dzisiaj. Często się spotykaliśmy i to wyszło tak jakoś naturalnie. Ja skończyłem starty z Zenkiem Sawickim, a Janusz szukał pilota. Jak zwykle w takich chwilach, zapytał jakie mam plany. W planach miałem Mistrzostwo Polski w generalce i jak się okazało Janusz też. To oczywiście żart. Dogadaliśmy się i tak jest do dzisiaj.

- Od razu się dotarliście?

- W zasadzie. Pamiętam pierwszy nasz rajd - to była Barbórka Cieszyńska, spadł wtedy śnieg i ten start nie był łatwy. Ale uznaliśmy, że jesteśmy profesjonalistami i jedziemy na maksa. Wypadło całkiem nieźle - zajęliśmy chyba trzecie miejsce w „generalce” -ośką i to po lodzie! Janusz robił wszystko żebym się poddał, a ja wszystko żeby nie zrobić wrażenia faceta co „pęka”. To była ostra jazda i do dzisiaj taka jest.

- Szósty rok razem. Gdyby to porównać do stażu małżeńskiego, to jest to już stagnacja, czy czasem jeszcze się czymś zaskakujecie?

- Znamy się już bardzo długo i rzeczywiście ktoś może pomyśleć, że to takie "stare, dobre małżeństwo". Na pewno jesteśmy inni, niż pięć, czy nawet trzy lata temu. Na szczęście zmiany w naszych charakterach, czy pracy następują stopniowo, powiedziałbym ewolucyjnie. Wiemy dokładnie czego od siebie wymagać i co do kogo należy. Ale każdy rajd to nowe doświadczenie, na każdym może zdarzyć się coś nowego, więc na pewno nie jest to "stagnacja". Zaskakujemy się czasem, ale w pozytywnym sensie. Raczej się nie kłócimy, choć zdarza się, że mamy inne zdania, na taki, czy inny temat. Mamy wyznaczony cel, który chcemy osiągnąć i to nas wspólnie motywuje. Musimy działać w parze, a nie osobno, bo żaden z nas osobno niczego nie osiągnie. W czasie rajdu, w samochodzie jesteśmy załogą i działamy razem, bo od tego zależy wynik - i to jest dla nas najważniejsze.


fot. Marlboro Ford Mobil 1

- Czy pojawia się jeszcze czasem u Ciebie strach?

- Zdarzają się sytuacje, w których musisz sięgnąć wyżej, pojechać maksymalnie szybko. To maksymalnie oznacza szybciej niż do tej pory. I nie możesz popełnić błędu. W takich sytuacjach czasem pojawia się strach. Ale potem okazuje się, że ten kolejny stopień został pokonany i jest jeszcze coś dalej. Kolejna bariera do pokonania. Strach musi być - to jest taki element samozachowaczy. Jeśli umiesz go pokonać to może być twoim sojusznikiem. Strach pozwala uniknąć błędu, wyzwala koncentrację i skupienie. Zawodnicy, którzy się nie boją to samobójcy. Są niebezpieczni dla siebie i swojego partnera. Albo są nieszczerzy. Każdy się boi.

1 2  

czytaj dalej...


hoga.pl | reklama w serwisie | regulamin | współpraca | napisz do nas